Rekomendacja: Wired.com.uk

Ostatnimi czasy przeglądam technologiczne newsy na różnych stronach. Na ich przykładzie bardzo dobrze widać, jaką siłę ma dobry tytuł. Dlaczego widać dobrze? Bo w większości tytuły te są techniczne, suche, bez pisarskiego polotu. Na szczęście jest taki portal, który jest pełen wyjątków od tej reguły. 

Cat S60 James Temperton/WIRED

Cat S60 James Temperton/WIRED

Dla przykładu portal The Verge pisze o telefonie Cat S60 „The world’s first phone with a built-in thermal camera is kinda hot”, International Business Time: „Cat S60: World’s first built-in thermal smartphone camera unveiled”, a nasz domorosły tech.wp.pl: „MWC 2016: Wodoodporny CAT S60, jedyny smartfon z kamerą termowizyjną”. Wszystkie wydają się być takie same. Wszystkie odnoszą się do faktu, którym jest wbudowana kamera termowizyjna. Jakąś odmianą jest portal C|net „The CAT S60 is a heatseeking smartphone for emergency responders (pictures)” – tytuł sugeruje użyteczność dla rotowników.

W takim towarzystwie tytuł z wired.com.uk „This thermal imaging phone lets you see like Predator” wydaje się petardą. Od razu wiadomo, że tytuł z Predatorem będzie miał największą klikalność, bo gdzieś coś zadzwoniło. Odniesienie się do czegoś znajomego (w tym przypadku powszechnie znanej postaci z filmu) skłoni do kliknięcia osoby, których uwagi nie przyciągnąłby żaden z wcześniejszych tytułów. Jest to też swojego rodzaju język korzyści – dzięki temu telefonowi, będziesz mógł widzieć świat jak Predator, a to jest już całkiem cool.

Jak widać nawet chłodny technologiczny temat można podgrzać. Wszystkim redaktorom portali geekowskich, technologicznych czy naukowych polecam wired.com.uk, to portal na kosmicznym poziomie pod względem redakcyjnym, ale też wizualnym. Na potwierdzenie podrzucę kilka aktualnych tytułów z linkami:

Dark matter might have killed the dinosaurs – Ciemna materia mogła zabić dinozaury
Facebook launches ‚suicide prevention tool’ in UK – Facebook wprowadza w Anglii „narzędzie zapobiegające samobójstwom”
Scientists create ultra-thin condom from grass – Naukowcy stworzyli supercienkie kondomy z trawy

Dlaczego się o tym rozpisuję? Bo ewidentnie wiele portali zapomniało o tym, że powinny się sprzedawać – przyciągać odbiorców. W przypadku stron zajmujących się nowinkami technologicznymi lub wiedzowymi jest to szczególnie ważne – tu marketing może działać w służbie nauki, poszerzania horyzontów, inspirowania innowacyjności… To sobie pobujałam w obłokach.

Na brytyjskim Wired znajdziecie też odniesienia do popularnych produkcji kinowych (np. ze świata Marvela i DC) oraz seriali (np. „Gra o tron”). Niewiele tam gadżetomanii, bezczelnych tekstów sponsorowanych i innych osiągnięć korporacyjnego PR-u. Lubię, więc polecam 🙂

Blogowy layout wired.co.uk

Blogowy layout wired.co.uk. Co kafelek to ciekawszy temat. Dużą zaletą strony jest też to, że często wchodzą nowe tematy. Niestety niektóre z nich trafiają do polskich mediów ze sporym opóźnieniem.

Reklamy

Mniej znaczy lepiej i inne pomocne prawa

Ostatnio trafiłam na  kilka ciekawych reguł, które zgrywają się z potrzebami e-commerce, choć wyrosły na gruncie psychologii, ekonomii lub zarządzania. Dotyczy to zarówno strony werbalnej, jak i szaty graficznej strony. Można je stosować, nie tylko tworząc stronę internetową, sklep online czy bloga, ale też w życiu codziennym. To prawa Hicka, Fittsa, zasada Pareto oraz brzytwa Ockhama.

Zaskakujące jest, do ilu dziedzin życia można odnieść niżej opisane prawa. Zachęcam do przekładania ich na własne doświadczenia, w ten sposób lepiej i szybciej zapamięta się poszczególne reguły. Nie ma to jak błysnąć przy stole hasłem „ile smakowitości, zgodnie z prawem Hicka powinnam się długo zastanawiać nad tym, co zjeść, ale ponieważ spróbuję wszystkiego, nie będę tracić czasu” 😉

Prawo Hicka

mniej opłaca się bardziej

Zbyt duży wybór może skłonić klienta do ucieczki.

Zbyt duży wybór może skłonić klienta do ucieczki.

Opisuje czas potrzebny na podjęcie decyzji, rozumianej jako rezultat wyboru między różnymi opcjami. Prawo Hicka mówi, że zwiększenie liczby koniecznych wyborów, zwiększa czas potrzebny do podjęcia finalnej decyzji.

Przekładając to na język praktyki w e-commerce:
a) im więcej opcji wyboru (np. produktów, przycisków do kliknięcia), tym mniejsza szansa na decyzję (zakup, kliknięcie),
b) im więcej koniecznych decyzji (np. kliknięć podczas składania zamówienia), tym mniejsza szansa na dojście do końca procesu (opłacenia zamówienia).

Prawo Hicka mówi nam, że ograniczanie wariantów wyboruskracanie ścieżki dojścia jest dobre.

Eksperyment, który potwierdził to prawo dotyczył sprzedaży słoików z dżemem. Okazało się, że klienci, którzy mieli do wyboru 4 smaki kupili więcej słoików, niż Ci którzy mieli do wyboru aż 40 smaków. Czasami rozbudowywanie oferty po prostu nie ma sensu.

Prawo Fittsa

bliski i szybki dostęp ułatwia korzystanie

Klasyczne wykorzystanie prawa Fittsa - gdy najeżdżasz na ikonkę, pole klikalne znacznie się powiększa.

Klasyczne wykorzystanie prawa Fittsa – gdy najeżdżasz na ikonkę, pole klikalne znacznie się powiększa.

Mówi o tym, że czas potrzebny na przesunięcie się do określonego celu, zależy od rozmiaru celu i dystansu do niego. Dotyczy np. ruchów ręką lub kursorem. W praktyce oznacza to, że pole klikalne powinno być jak największe i znajdować się jak najbliżej aktualnej pozycji kursora.

Po prostu jesteśmy bardziej skłonni skorzystać z tego, co jest pod ręką, niż z czegoś, po co musielibyśmy sięgnąć dalej. Dlatego też większą czcionką będzie przycisk <ZAPISZ SIĘ> niż <WYPISZ SIĘ>, <ZAMÓW> niż <ANULUJ> itd. Dotyczy to też ich rozmieszczenia na ekranie.

W e-commerce często bywa tak, że produkty promowane większym klikalnym zdjęciem sprzedają się lepiej. Sprzedaż jest w dużej mierze kwestią widoczności i dostępności. Umówmy się, gdyby w supermarketach przy kasach zamiast batoników leżały pudełka ze świeżymi owocami, częściej jedlibyśmy owoce.

Zasada Pareto

skup się na tym, co przynosi największy zysk

ParetoZasada głosi, że tylko mały pro­cent akcji zostanie wykonany przez duży pro­cent użytkown­ików lub tylko mały procent użytkowników wykona duży procent akcji. Najczęściej dzieje się to w proporcji 20:80. Statystyki mówią:

  •  20% klientów przynosi 80% zysków,
  •  20% kierowców powoduje 80% wypadków,
  •  20% powierzchni dywanu przypada na 80% zużycia,
  •  20% materiału zajmuje 80% egzaminu,
  •  20% ubrań nosimy przez 80% czasu,
  •  20% pracowników generuje 80% produktów,
  •  20% tekstu pozwala zrozumieć 80% treści.

W e-commerce zasadę tę można przełożyć np. tak: tylko 20% klientów wygeneruje 80% przychodu, tylko 20% informacji na stronie zostanie przeczytanych przez 80% użytkowników, tylko 20% reklam zwiększa ruch na stronie o 80%. Dlatego warto zbadać jakie reklamy, hasła czy call to action przyciągają najbardziej pożądanych klientów. A skoro tylko 20% informacji jest istotnych – trzeba zadbać o to, by było to te 20%, które jest najważniejsze ze sprzedażowego punktu widzenia.

Brzytwa Ockhama

im prościej tym lepiej

Zgodnie z tą zasadą w wyjaśnianiu zjawisk należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć. Ważne są bliskie skojrzenia i porównania, np. grejpfrut – gorzka pomarańcza. Im prościej tym lepiej. Mniej tekstu do przeczytania – większa perswazyjność. Mniej bogatej grafiki – większa czytelność. Chodzi tu o osiągnięcie jak najwyższego stopnia oczywistości – wszystkie zbędne elementy powinny zostać usunięte. Czystość przekazu pozytywnie wpływa na jego zrozumienie i moc sprawczą.

Tu warto napomknąć o flat design – czyli uproszczonej, płaskiej, jednowymiarowej grafice, która jest teraz bardzo popularna wśród projektantów. To grafika bez głębi, cieni, mnożenia kolorów i gradientów – uproszczona na maksa, trochę cartoonowa. Ostatnio bardzo modna w infografikach. Wygląda to na przykład tak:

 

Kreatywność podkręcona

Kreatywność wymagana jest na wielu stanowiskach. Jest ważna nie tylko przy tworzeniu kontentu, ale też ustalaniu procesów i zarządzaniu ludźmi. Jest niczym innym jak pomysłowością, zdolnością tworzenia nowej jakości i nowych rozwiązań. Jak można ją podkręcić?

By wymyślić coś nowego, potrzebna jest wena, zwana też zapałem twórczym. Jednak czekanie na nią jest nawet nie tyle niemodne, co niemile widziane. W dzisiejszym świecie pomysły mają się rodzić z prędkością światła, zaraz po wystąpieniu zapotrzebowania. Kultura organizacyjna wielu korporacji zakłada wręcz „wypalanie” pracowników kreatywnych, zgodnie z cyklem: ZZW zrekrutować, zużyć, wyrzucić. Praca ponad siły i normy niestety nie sprzyja pracy twórczej. Taki pracownik będzie się bardzo starał być kreatywnym, potem wpadnie w schematy – będzie proponował tylko te rozwiązania, które wcześniej znalazły uznanie w zespole, następnie jego zdolność tworzenia innowacyjnych pomysłów zostanie zawężona tylko do takiej kreatywności jaka podoba się szefowi. A gdy szef zauważy powtarzalność i się już nią znudzi, poszuka kogoś nowego, z tzw. „świeżą głową”. Nikt tak skutecznie nie zabija kreatywności jak wszystkowiedzący szef.

Biada „kreatywnym”, którzy muszą dłubać przy komputerze 12 godzin dziennie, wymyślać wszystko w sześciu wersjach i poprawiać projekty niezliczoną ilość razy, by na końcu dowiedzieć się, że jednak wracamy do opcji numer jeden. Jednak jeśli jesteś już w sytuacji kreatywnego tyrania, jest parę pomocnych opcji do sprawdzenia.

  1. Notatnik. Papier i ołówek (ale też np. smartfon czy dyktafon) powinny być częściami Twojego ciała – tak miał sam Leonardo da Vinci.
    Notatki Leonarda inspirują do dziś.

    Notatki Leonarda da Vini inspirują do dziś, a warte są miliony.

    Pomysł może wpaść do głowy w czasie podróży, w kolejce do kasy, w kinie, tuż przed snem… Ważne, by od razu go zapisać. Pomysły mają to do siebie, że szybko uciekają. Trzeba umieć je łapać, werbalizować i zapamiętywać. Czasami może się okazać, że zapisany pomysł nie wygląda już tak genialnie jak pod prysznicem… Ale nie zrażaj się. Ważne, by wyrobić sobie nawyk zapisywania. Po jakimś czasie w notatniku może wylądować coś epickiego.

  2. Wyjście. Po wielogodzinnej pracy trudno o morze kreatywności na spotkaniu o 16:45. Jeśli musisz wtedy wskoczyć na wyższy poziom kreatywności, zaplanuj wcześniej i zrealizuj wyjście z miejsca pracy. 10 min poza murami dobrze wpływa na umysł. Dostarczenie mu innych bodźców pobudzi aktywność mózgu. W czasie tego wyjścia zrób coś niestandardowego (jedni powiedzą szalonego, drudzy głupiego – miej to w poważaniu) – zamiast wchodzić po schodach wskakuj na kolejne stopnie, zamiast palić fajkę kup sobie lizaka i oglądaj przez niego słońce… zrób coś innego.
  3. Zbieractwo. Rzeczy mogą inspirować. Andy Warhol otaczał się różnościami. Czasami zerknięcie
    na kubek w kształcie smoka czy muszlę przywiezioną znad morza może okazać się kluczem, który otworzy furtkę kreatywności. Ważne, by zbieractwo nie zmieniło się w śmiecenie i zagracanie. Nie ma nic złego w bibelotach, póki się ma nad nimi władzę. Zbieractwo może też dotyczyć inspirujących cytatów, powiedzeń, przysłów, frazeologizmów.
  4. Henri de Toulouse-Lautrec. Trudno wyobrazić sobie jego twórczość gdyby był domatorem.

    Henri de Toulouse-Lautrec. Trudno wyobrazić sobie jego twórczość, gdyby był domatorem.

    Kultura. Korzystaj z niej – oglądaj seriale i filmy skłaniające do myślenia, przeglądaj topowe memy, odwiedzaj muzea, bądź na bieżąco z wystawami, chodź na koncerty, spotkania autorskie, stand-upy, oglądaj przedstawienia teatralne, bądź na bieżąco z gwiazdami youtube. Niech coś się dzieje, niech Twój mózg dostaje różnorodną karmę. Zamykanie się w sali kinowej czy surfowanie po youtube to za mało.

  5. Lektura. Czytaj to, co rozwija wyobraźnię i poszerza wiedzę. Fantasy? Nie tylko. Sięgaj po reportaże, wywiady rzeki z nietuzinowymi ludźmi (tylko niech to nie będzie wywiad z Kim Kardashian), dobrą publicystykę (jak najdalszą od polityki – lepiej czytać o tematach socjologicznych, psychologicznych, historycznych… jakichkolwiek innych). Nie musisz oddawać się w całości książkom. Świat jest zbyt ciekawy, by poznawać go tylko na papierze.
  6. Drzemka. Największe korpy mają specjalne pomieszczenia do drzemek. Te są bardzo odświeżające.
    Dali, by nie zasnąć na dobre, trzymał w dłoni klucz. Gdy zasypiał, ten wypadał i budził go.

    Dali, by nie zasnąć na dobre, trzymał w dłoni klucz. Gdy zasypiał, ten wypadał i budził go.

    3-15 min snu w ciągu dnia pracy może znacznie usprawnić pracę mózgu, pobudzić go do działania i tworzenia. Ultrakrótkie drzemki stosował np. Salvador Dali… A chyba nikt nie odmówi mu kreatywności.

  7. Aktywność fizyczna. Wszystko, co dotlenia mózg, sprzyja pomysłowości. I nie musi to być pełna godzina fitnesu, pływania czy biegania. Może to być 10 przysiadów, a nawet stanie na głowie. To ostatnie ponoć pomagało Strawińskiemu komponować.
  8. Ponoć Balzac wypijał nawet 50 filiżanek dziennie. Ale miejmy na uwadze, że lubił kawę z burbonem...

    Ponoć Balzac wypijał nawet 50 filiżanek dziennie. Ale miejmy na uwadze, że lubił kawę z burbonem…

    Kawa. Balzac i Proust byli od niej uzależnieni. Dobra kawa (bez mleka) to solidny kopniak pobudzający do działania. Można oczywiście sięgnąć po jakieś zastępniki typu yerba mate czy napoje energetyzujące (z tym ostatnim trzeba ostrożnie). Dobrze, jeśli kawę można wypić, robiąc coś innego niż gapiąc się w monitor. Lepsze będzie gapienie się na ruch uliczny, a nawet chit-chat z paprotką. Dobre będzie też szkicowanie koni w galopie czy psiej mordy. Cokolwiek, co nie wpisuje się w schemat pracy.

  9. Ludzie. Różni ludzie to różne myśli. Najlepszym sposobem ich wymiany jest rozmowa. I tu (o dziwo) łatwiej o wymianę myśli online niż w realu. Na żywo nowi ludzie są bardziej powściągliwi, raczej ograniczają się do bezpiecznych tematów. Tak czy siak warto obcować z ludźmi. Nie bez powodu burze mózgów są popularnym narzędziem wzmagania kreatywności.
  10. Sen. Wyśpij się. W czasie snu mózg archiwizuje zdobyte w ciągu dnia informacje, otwiera się na nowe pomysły, porządkuje emocje. Osoba kreatywna nie może być zmęczona.

Bardzo trudno realizować nawet połowę z tych 10 punktów. 8-godzinny dzień pracy nie sprzyja kreatywności, nie mówiąc już o dłuższym… Jednak trzeba sobie radzić. Pomocna może okazać się też rutyna. Ale o tym w kolejnym poście.

10 sposobów na zdobycie zaufania w sieci, cz.2

Jak przekonać do siebie klientów bez możliwości nawiązania kontaktu wzrokowego czy uścisku dłoni? Z jakich trików korzystają firmy, by przekonać użytkowników Internetu do zakupu ich produktów? Poznajcie kolejnych 5 sposobów na zbudowanie zaufania w sieci. Przyglądając się bliżej poszczególnym punktom, zwróćcie uwagę na mniejsze i większe oszustwa, do których posuwają się żądne zaufania firmy.

Poniższa lista jest kontynuacją tematu, który można podejrzeć, klikając tutaj.

Po:

  1. Statystykach social media.
  2. Personalizacji firmy.
  3. Recenzjach.
  4. Wiernych klientach.
  5. Opiniach autorytetów.

przyszedł czas na pozostałych 5 punktów. Oto one:

6. Wiedza. Zaufanie buduje również fakt dzielenia się wiedzą przez firmę. Mile widziane jest, gdy firma propaguje jakąś gałąź wiedzy, np. tematykę związaną z nowymi technologiami, wiedzę o zdrowym odżywianiu, znajomość rynków inwestycyjnych. Może to robić we wszystkich kanałach w postaci czystego contentu (porady, słowniczek branżowy, wywiad z ekspertem itp.), ale też np. darmowych e-booków, warsztatów, szkoleń czy webinarów. Niestety jako działalność poboczna przybiera ona czasami karykaturalne formy (np. pompuje się e-booka bezwartościową lub bardzo pobieżną treścią).

Uśmiechnięta młoda kobieta w pastelowych kolorach - jak można jej nie zaufać?

Uśmiechnięta młoda kobieta w pastelowych kolorach – jak można jej nie zaufać?

7. Pozytywne emocje. Prezentowanie zdjęć uśmiechniętych twarzy, pięknych matek z dziećmi, uroczych szczeniaczków i kotków to najprostszy sposób na zbudowanie w człowieku zaufania. Jeśli chodzi o kobiety, istotne będą też spokojne, pozytywne kolory, zwłaszcza pastele. Odnoszenie się do konkretnych okazji, też nie jest bez znaczenia. Kartka z kalendarza z popularnymi imieninami, życzenia dla użytkowników z okazji świąt, propozycje prezentowe to także sposób na ocieplenie wizerunku, a co za tym idzie – wyższy poziom zaufania u klientów. W tym punkcie ważna jest też obsługa klienta – począwszy od języka komunikacji na stronie, na tonie głosu konsultanta skończywszy (więcej o customer service przeczytacie, klikając tutaj).

8. Lokalność/globalność. To, że firma deklaruje swoją przynależność do miejsca, czasu i społeczeństwa czyni ją bardziej „ludzką”. Ważna jest jej historia, ale też ewentualna działalność społeczna (np. w galerii zdjęcia z zajęć przeprowadzonych w miejscowej szkole). Lokalność liczy się przede wszystkim w małych biznesach, ale też np. w tych, w których istotna jest receptura (np. specjalnego sosu czy ciasta), rzemieślnicza praca, konkretny materiał, inspiracja sztuką ludową itp. Tu oszustwa są bardzo częste, zwłaszcza w retailu (handlu detalicznym), gdzie produktom z Chin przypisuje się cnoty produktów np. francuskich. Globalność pomoże natomiast przy najnowszych technologiach i produktach B2B.

Chwalenie się na stronie www certyfikatem czy trofeum branżowym to dobry chwyt marketingowy.

Chwalenie się na stronie www certyfikatem czy trofeum branżowym to dobry chwyt marketingowy.

9. Transparentność. Firma nie powinna mieć tajemniczych inwestorów, nie powinna kłamać na temat swojego pochodzenia – jeśli jest z Rumunii, nie powinna twierdzić, że jest inaczej. Istotne będzie też chwalenie się wszelkimi nagrodami, wyróżnieniami itd. obecność jakiegokolwiek znaczka certyfikującego na stronie www, pozytywnie wpływa na poziom zaufania do firmy. Wydawać się może, że taki znaczek jest obiektywny. Nic podobnego. Wiele znanych odznaczeń i laurów można po prostu kupić u organizatorów naciąganych plebiscytów/konkursów, w ośrodkach certyfikujących itd. w zależności od rodzaju znaczka.

10. Pokora. Nie każda firma ma w sobie tyle odwagi, by otwarcie przyznać się do błędu i solennie przeprosić. Tymczasem ujawnianie słabości jest sto razy lepsze niż zaprzeczanie im. Przeważnie ludzie nie lubią tych, którzy są „bez wad” – to generuje u nich niską samoocenę. Podobny mechanizm działa, gdy chodzi o zaufanie firmie. Okazuje się, że te przedsiębiorstwa, którym zdarza się mieć kilka negatywnych ocen np. na Allegro, prosperują lepiej niż te z nieposzlakowaną opinią. Dlatego negatywnych komentarzy na FB nie powinno się kasować…Chyba, że jest ich zatrważająco dużo. Ale wtedy klienci powinni gremialnie oceniać taką firmę na niezależnym portalu np. na opineo.pl.


Czy znacie jeszcze jakiś ciekawy lub szczególnie bezczelny trik, który ma budować zaufanie w sieci?