To, co chcesz wiedzieć o chodzeniu, by nie męczyć się bieganiem

 

spacer

Jak zawsze po weekendzie w rodzinnych stronach żal wracać do miasta. Tam przestrzeń wydaje się nieskończona, a powietrze krystaliczne. Wędrowanie przez pola, łąki, lasy jest równie wyzwalające latem, jak i zimą. Niektórzy nazywają to po prostu chodzeniem, inni łazęgą jeszcze inni – z angielska – wilderness walk.

Rzecz polega na tym, by przedzierać się przez dzicz, nie chodzić drogami, a nawet utartymi ścieżkami. Bez słuchawek w uszach – tak, by w pełni doświadczać, słuchać tętna natury. To psychoterapia, czas na autorefleksję, ale też przemyślenie wielu problemów na spokojnie. Celem może być sama podróż. 

W wędrówce jest żądza poznania. Żądza, która prowadziła badaczy Czerskiego i Czekanowskiego przez Syberię, a jeszcze wcześniej żeglarza Vasco da Gamę przez oceany. W odróżnieniu od wielu innych żądz, ta wymaga cierpliwości, hartu ducha, niezłomności. A jej owocem jest ogrom satysfakcji. Zmęczenie wynikające z wielogodzinnej łazęgi jest niezwykle nagradzające – endorphins boost gwarantowany.

Ale abstrahując od potrzeby odkrywania nowego czy też od chęci testowania własnej wytrzymałości, wilderness walk jest moją odpowiedzią na powszechne bieganie. Chodzenie różni się od biegania diametralnie, m.in. tym, że celem wędrówki może być nie tylko wyżycie się i odstresowanie, ale też rozmowa z drugą osobą, nawiązanie więzi.

Przy szybszym biegu trudno powiedzieć choćby jedno dłuższe zdanie. Pogłębiona rozmowa nie wchodzi w rachubę. Dlatego też uważam, że bieganie to super sport dla pseudoprzyjaciółek, które spędzają razem czas tak, by nie musieć ze sobą dłużej rozmawiać.

Dla samotników celem może być też upolowanie pięknych zdjęć. W czasie biegu aparat przeszkadza, obija się i może wypaść lub uszkodzić. W czasie marszu wszytko jest pod kontrolą. Na każde dłuższe wyjście w plener zabieram aparat – kto wie, może przytrafi się chwila godna uwiecznienia. Zaletą chodzenia jest też to, że jest cichsze niż bieganie. Można liczyć na uchwycenie stada łań, a nawet pięknego jelonka.

Ludzie oszaleli na punkcie biegania – niektórzy dosłownie. Biegają chorobliwie, bo nie znają innych metod walki ze stresem. Biegają jakby gonieni modą, bo znajomi biegają, bo szef biega, bo wypada od czasu do czasu wziąć udział w maratonie… I wrzucają te trasy z Endomondo na fejsa. I kupują drogie buty do biegania, bo po pierwszym biegu bolały kostki, kolana i biodra… Ale oficjalnie – dobre buty = lepsze rezultaty. Przecież to nie honor przyznać się do słabości.

A każdy ortopeda powie, że aby biegać trzeba mieć porządne chrząstki i dobre smarowanie. Jak to zweryfikować? Chrząstki widać na zdjęciu rentgenowskim, a braki smarowania można odkryć samodzielnie – wystarczy iść na 3-godzinny spacer. Jeśli w jego trakcie lub pod koniec czujesz tarcie w stawach biodrowych, sorry – zacznij od 30 minutowych spacerów. Być może z czasem pobudzisz organizm do produkcji mazi stawowej, by móc chodzić na dłuższe dystanse. Ale o bieganiu raczej zapomnij.

Wszystkim, którzy wolą (lub muszą woleć) mniej intensywny wysiłek polecam po prostu chodzenie! Nie trzeba chodzić przez kilka godzin, żeby poprawić sobie zdrowie i nastrój. Czy wiecie, że wystarczy 30 min dynamicznego spaceru dziennie, by utrzymać organizm w dobrym stanie? Co więcej, regularne marsze:

  • wzmacniają kości
  • poprawiają krążenie
  • wspomagają mięsień sercowy
  • przeciwdziałają chorobom oczu (w tym jaskrze)
  • utrzymują mózg w dobrej kondycji (hamują jego obkurczanie się na starość)

Naukowcy doszukali się też różnic w chodzeniu pod górę i z górki. W pierwszym wariancie wzmacniamy serce i szybciej spalamy tłuszcz. W drugim regulujemy poziom cukru we krwi i usuwamy z organizmu zły cholesterol.

Na podstawie badań można wywnioskować, że 30 minutowa przechadzka dziennie zmniejsza ryzyko:

  • udaru30% (wg Stroke Association)
  • cukrzycy o 60% (wg Walking For Health)
  • raka jelita grubego o 20% (wg Walking For Health)
  • demencji o 40% (wg Age UK)
  • depresji o 80% (wg Mind)

Przypomniał mi się jeden z wykładów TED, w którym prelegent opowiadał o badaniach nad długowiecznością (kliknij i obejrzyj całość). Wnioski były proste, jednym z nich było to, że społeczności, których członkowie żyli najdłużej, wyróżniają się codzienną aktywnością zaklętą w zwykłych obowiązkach. Dlatego może warto iść do sklepu, zamiast do niego jechać lub wysiąść przystanek wcześniej i zrobić sobie przed pracą mały spacer. Taka inwestycja w siebie zwraca się nie tylko na starość! Jej pozytywne rezultaty można dostrzec już po tygodniu.

A na koniec trochę humoru. Według jednej z fantastycznych amerykańskich standupistek Ilizy Shlesinger większość kobiet twierdzi, że lubi hiking (piesze wycieczki), ponieważ… zobaczcie sami (3 min):

 

Reklamy