Get Lucky Ludzie!

klawa

Zaczynam pisać bloga. To moje trzecie podejście. Tak, do trzech razy sztuka… potem już tylko balety.

Mój pierwszy blog był prywatny. Traktowałam go jak pamiętnik, coś w stylu „Dziennika BJ”, ale znacznie mniej zabawnego. Nie było się z czego śmiać. Moje życie miłosne nadawało się co najwyżej na scenariusz „Dlaczego ja?”. Drugi miał być nieziemsko poważny – tematyka społeczno-polityczna. Ale potem przyszła pierwsza praca/pierwszy obóz pracy. I się urwało.

Miałam pisać dla samej wprawy. Dla utrzymania „lekkości pióra”, którą miałam według niektórych dziennikarzy. Czy ją zachowałam? Mam nadzieję. Na pewno moje pióro obciąża 3 letnie doświadczenie w produkowaniu opisów produktów.

Szafa, stolik, lampa, wazon, pościel, telewizor, lodówka, suszarka, jajowar, wieszak… Praca jak na taśmie produkcyjnej albo jak w kopalni. W sumie porównanie do kopalni, do której chodziły Śnieżkowe krasnoludki byłoby na miejscu. Szliśmy do ściany. Kopaliśmy. Ładowaliśmy na wózki. Jechaliśmy z wózkami tymi samymi torami codziennie. Wyrzucaliśmy urobek. Wracaliśmy do ściany. A wszystko to okraszone bajkową aurą. Aurą ściemy.

Teraz sobie myślę – a napiszę coś. W końcu każdy teraz pisze, a jeśli nie pisze to przynajmniej postuje coś na wallu albo przypina do ściany. Zastanawiałam się jak duża jest teraz blogosfera. I natknęłam się na dosłownie zapieprzający licznik. Jest 21:00, a licznik wskazuje około 3 300 000 postów – tyle powstało tylko dzisiaj (zobacz aktualne statystyki)! Morze, dosłownie morze treści.

statystykablogowa1

Zapewne moja widoczność będzie znikoma, dlatego z lekkim sercem mogę pisać, czego dusza zapragnie. A moja dusza pragnie teraz czegoś na rozluźnienie pośladów. Ta piosenka, w tej interpretacji jest dla mnie uosobieniem lekkości bytu, a przy okazji życzeniem szczęścia. Czy mój blog będzie „lucky”? A niech będzie jaki chce!

Btw. podejrzałam kilka popularnych blogów. Wszystkie mają zakładkę „współpraca”. Z jednej strony fajnie, że ludzie zarabiają na swoich blogach. A przynajmniej mają z pisania coś poza satysfakcją. Jednak z drugiej strony, jeśli współpracują z firmami to nie różnią się niczym od sprzedajnej prasy. Wierzcie mi – prasa, zwłaszcza ta kolorowa, jest bardzo komercyjna.

W takim „Vouge” pisze się artykuły, które będą pasować do reklam obok. W mniej prestiżowych tytułach dziennikarze są dosłownie kupowani uprzejmościami. Po czym na łamy trafiają polecane produkty… Które rekomendowane są tylko przez grzeczność albo w ramach wzajemności.

To w zasadzie temat na inny dzień. Chyba nie powinnam zaczynać mojej przygody z blogerstwem od czyszczenia szamba. Ale już jutro lub pojutrze wrócę do tego tematu. W końcu, jak mówi pismo „Po brudach ich poznacie”.

Btw. 2. Wiem, że z palety środków stylistycznych często wybieram powtórzenie. Taka uroda 😉

Reklamy