Kreatywność podkręcona

Kreatywność wymagana jest na wielu stanowiskach. Jest ważna nie tylko przy tworzeniu kontentu, ale też ustalaniu procesów i zarządzaniu ludźmi. Jest niczym innym jak pomysłowością, zdolnością tworzenia nowej jakości i nowych rozwiązań. Jak można ją podkręcić?

By wymyślić coś nowego, potrzebna jest wena, zwana też zapałem twórczym. Jednak czekanie na nią jest nawet nie tyle niemodne, co niemile widziane. W dzisiejszym świecie pomysły mają się rodzić z prędkością światła, zaraz po wystąpieniu zapotrzebowania. Kultura organizacyjna wielu korporacji zakłada wręcz „wypalanie” pracowników kreatywnych, zgodnie z cyklem: ZZW zrekrutować, zużyć, wyrzucić. Praca ponad siły i normy niestety nie sprzyja pracy twórczej. Taki pracownik będzie się bardzo starał być kreatywnym, potem wpadnie w schematy – będzie proponował tylko te rozwiązania, które wcześniej znalazły uznanie w zespole, następnie jego zdolność tworzenia innowacyjnych pomysłów zostanie zawężona tylko do takiej kreatywności jaka podoba się szefowi. A gdy szef zauważy powtarzalność i się już nią znudzi, poszuka kogoś nowego, z tzw. „świeżą głową”. Nikt tak skutecznie nie zabija kreatywności jak wszystkowiedzący szef.

Biada „kreatywnym”, którzy muszą dłubać przy komputerze 12 godzin dziennie, wymyślać wszystko w sześciu wersjach i poprawiać projekty niezliczoną ilość razy, by na końcu dowiedzieć się, że jednak wracamy do opcji numer jeden. Jednak jeśli jesteś już w sytuacji kreatywnego tyrania, jest parę pomocnych opcji do sprawdzenia.

  1. Notatnik. Papier i ołówek (ale też np. smartfon czy dyktafon) powinny być częściami Twojego ciała – tak miał sam Leonardo da Vinci.
    Notatki Leonarda inspirują do dziś.

    Notatki Leonarda da Vini inspirują do dziś, a warte są miliony.

    Pomysł może wpaść do głowy w czasie podróży, w kolejce do kasy, w kinie, tuż przed snem… Ważne, by od razu go zapisać. Pomysły mają to do siebie, że szybko uciekają. Trzeba umieć je łapać, werbalizować i zapamiętywać. Czasami może się okazać, że zapisany pomysł nie wygląda już tak genialnie jak pod prysznicem… Ale nie zrażaj się. Ważne, by wyrobić sobie nawyk zapisywania. Po jakimś czasie w notatniku może wylądować coś epickiego.

  2. Wyjście. Po wielogodzinnej pracy trudno o morze kreatywności na spotkaniu o 16:45. Jeśli musisz wtedy wskoczyć na wyższy poziom kreatywności, zaplanuj wcześniej i zrealizuj wyjście z miejsca pracy. 10 min poza murami dobrze wpływa na umysł. Dostarczenie mu innych bodźców pobudzi aktywność mózgu. W czasie tego wyjścia zrób coś niestandardowego (jedni powiedzą szalonego, drudzy głupiego – miej to w poważaniu) – zamiast wchodzić po schodach wskakuj na kolejne stopnie, zamiast palić fajkę kup sobie lizaka i oglądaj przez niego słońce… zrób coś innego.
  3. Zbieractwo. Rzeczy mogą inspirować. Andy Warhol otaczał się różnościami. Czasami zerknięcie
    na kubek w kształcie smoka czy muszlę przywiezioną znad morza może okazać się kluczem, który otworzy furtkę kreatywności. Ważne, by zbieractwo nie zmieniło się w śmiecenie i zagracanie. Nie ma nic złego w bibelotach, póki się ma nad nimi władzę. Zbieractwo może też dotyczyć inspirujących cytatów, powiedzeń, przysłów, frazeologizmów.
  4. Henri de Toulouse-Lautrec. Trudno wyobrazić sobie jego twórczość gdyby był domatorem.

    Henri de Toulouse-Lautrec. Trudno wyobrazić sobie jego twórczość, gdyby był domatorem.

    Kultura. Korzystaj z niej – oglądaj seriale i filmy skłaniające do myślenia, przeglądaj topowe memy, odwiedzaj muzea, bądź na bieżąco z wystawami, chodź na koncerty, spotkania autorskie, stand-upy, oglądaj przedstawienia teatralne, bądź na bieżąco z gwiazdami youtube. Niech coś się dzieje, niech Twój mózg dostaje różnorodną karmę. Zamykanie się w sali kinowej czy surfowanie po youtube to za mało.

  5. Lektura. Czytaj to, co rozwija wyobraźnię i poszerza wiedzę. Fantasy? Nie tylko. Sięgaj po reportaże, wywiady rzeki z nietuzinowymi ludźmi (tylko niech to nie będzie wywiad z Kim Kardashian), dobrą publicystykę (jak najdalszą od polityki – lepiej czytać o tematach socjologicznych, psychologicznych, historycznych… jakichkolwiek innych). Nie musisz oddawać się w całości książkom. Świat jest zbyt ciekawy, by poznawać go tylko na papierze.
  6. Drzemka. Największe korpy mają specjalne pomieszczenia do drzemek. Te są bardzo odświeżające.
    Dali, by nie zasnąć na dobre, trzymał w dłoni klucz. Gdy zasypiał, ten wypadał i budził go.

    Dali, by nie zasnąć na dobre, trzymał w dłoni klucz. Gdy zasypiał, ten wypadał i budził go.

    3-15 min snu w ciągu dnia pracy może znacznie usprawnić pracę mózgu, pobudzić go do działania i tworzenia. Ultrakrótkie drzemki stosował np. Salvador Dali… A chyba nikt nie odmówi mu kreatywności.

  7. Aktywność fizyczna. Wszystko, co dotlenia mózg, sprzyja pomysłowości. I nie musi to być pełna godzina fitnesu, pływania czy biegania. Może to być 10 przysiadów, a nawet stanie na głowie. To ostatnie ponoć pomagało Strawińskiemu komponować.
  8. Ponoć Balzac wypijał nawet 50 filiżanek dziennie. Ale miejmy na uwadze, że lubił kawę z burbonem...

    Ponoć Balzac wypijał nawet 50 filiżanek dziennie. Ale miejmy na uwadze, że lubił kawę z burbonem…

    Kawa. Balzac i Proust byli od niej uzależnieni. Dobra kawa (bez mleka) to solidny kopniak pobudzający do działania. Można oczywiście sięgnąć po jakieś zastępniki typu yerba mate czy napoje energetyzujące (z tym ostatnim trzeba ostrożnie). Dobrze, jeśli kawę można wypić, robiąc coś innego niż gapiąc się w monitor. Lepsze będzie gapienie się na ruch uliczny, a nawet chit-chat z paprotką. Dobre będzie też szkicowanie koni w galopie czy psiej mordy. Cokolwiek, co nie wpisuje się w schemat pracy.

  9. Ludzie. Różni ludzie to różne myśli. Najlepszym sposobem ich wymiany jest rozmowa. I tu (o dziwo) łatwiej o wymianę myśli online niż w realu. Na żywo nowi ludzie są bardziej powściągliwi, raczej ograniczają się do bezpiecznych tematów. Tak czy siak warto obcować z ludźmi. Nie bez powodu burze mózgów są popularnym narzędziem wzmagania kreatywności.
  10. Sen. Wyśpij się. W czasie snu mózg archiwizuje zdobyte w ciągu dnia informacje, otwiera się na nowe pomysły, porządkuje emocje. Osoba kreatywna nie może być zmęczona.

Bardzo trudno realizować nawet połowę z tych 10 punktów. 8-godzinny dzień pracy nie sprzyja kreatywności, nie mówiąc już o dłuższym… Jednak trzeba sobie radzić. Pomocna może okazać się też rutyna. Ale o tym w kolejnym poście.

To, co chcesz wiedzieć o chodzeniu, by nie męczyć się bieganiem

 

spacer

Jak zawsze po weekendzie w rodzinnych stronach żal wracać do miasta. Tam przestrzeń wydaje się nieskończona, a powietrze krystaliczne. Wędrowanie przez pola, łąki, lasy jest równie wyzwalające latem, jak i zimą. Niektórzy nazywają to po prostu chodzeniem, inni łazęgą jeszcze inni – z angielska – wilderness walk.

Rzecz polega na tym, by przedzierać się przez dzicz, nie chodzić drogami, a nawet utartymi ścieżkami. Bez słuchawek w uszach – tak, by w pełni doświadczać, słuchać tętna natury. To psychoterapia, czas na autorefleksję, ale też przemyślenie wielu problemów na spokojnie. Celem może być sama podróż. 

W wędrówce jest żądza poznania. Żądza, która prowadziła badaczy Czerskiego i Czekanowskiego przez Syberię, a jeszcze wcześniej żeglarza Vasco da Gamę przez oceany. W odróżnieniu od wielu innych żądz, ta wymaga cierpliwości, hartu ducha, niezłomności. A jej owocem jest ogrom satysfakcji. Zmęczenie wynikające z wielogodzinnej łazęgi jest niezwykle nagradzające – endorphins boost gwarantowany.

Ale abstrahując od potrzeby odkrywania nowego czy też od chęci testowania własnej wytrzymałości, wilderness walk jest moją odpowiedzią na powszechne bieganie. Chodzenie różni się od biegania diametralnie, m.in. tym, że celem wędrówki może być nie tylko wyżycie się i odstresowanie, ale też rozmowa z drugą osobą, nawiązanie więzi.

Przy szybszym biegu trudno powiedzieć choćby jedno dłuższe zdanie. Pogłębiona rozmowa nie wchodzi w rachubę. Dlatego też uważam, że bieganie to super sport dla pseudoprzyjaciółek, które spędzają razem czas tak, by nie musieć ze sobą dłużej rozmawiać.

Dla samotników celem może być też upolowanie pięknych zdjęć. W czasie biegu aparat przeszkadza, obija się i może wypaść lub uszkodzić. W czasie marszu wszytko jest pod kontrolą. Na każde dłuższe wyjście w plener zabieram aparat – kto wie, może przytrafi się chwila godna uwiecznienia. Zaletą chodzenia jest też to, że jest cichsze niż bieganie. Można liczyć na uchwycenie stada łań, a nawet pięknego jelonka.

Ludzie oszaleli na punkcie biegania – niektórzy dosłownie. Biegają chorobliwie, bo nie znają innych metod walki ze stresem. Biegają jakby gonieni modą, bo znajomi biegają, bo szef biega, bo wypada od czasu do czasu wziąć udział w maratonie… I wrzucają te trasy z Endomondo na fejsa. I kupują drogie buty do biegania, bo po pierwszym biegu bolały kostki, kolana i biodra… Ale oficjalnie – dobre buty = lepsze rezultaty. Przecież to nie honor przyznać się do słabości.

A każdy ortopeda powie, że aby biegać trzeba mieć porządne chrząstki i dobre smarowanie. Jak to zweryfikować? Chrząstki widać na zdjęciu rentgenowskim, a braki smarowania można odkryć samodzielnie – wystarczy iść na 3-godzinny spacer. Jeśli w jego trakcie lub pod koniec czujesz tarcie w stawach biodrowych, sorry – zacznij od 30 minutowych spacerów. Być może z czasem pobudzisz organizm do produkcji mazi stawowej, by móc chodzić na dłuższe dystanse. Ale o bieganiu raczej zapomnij.

Wszystkim, którzy wolą (lub muszą woleć) mniej intensywny wysiłek polecam po prostu chodzenie! Nie trzeba chodzić przez kilka godzin, żeby poprawić sobie zdrowie i nastrój. Czy wiecie, że wystarczy 30 min dynamicznego spaceru dziennie, by utrzymać organizm w dobrym stanie? Co więcej, regularne marsze:

  • wzmacniają kości
  • poprawiają krążenie
  • wspomagają mięsień sercowy
  • przeciwdziałają chorobom oczu (w tym jaskrze)
  • utrzymują mózg w dobrej kondycji (hamują jego obkurczanie się na starość)

Naukowcy doszukali się też różnic w chodzeniu pod górę i z górki. W pierwszym wariancie wzmacniamy serce i szybciej spalamy tłuszcz. W drugim regulujemy poziom cukru we krwi i usuwamy z organizmu zły cholesterol.

Na podstawie badań można wywnioskować, że 30 minutowa przechadzka dziennie zmniejsza ryzyko:

  • udaru30% (wg Stroke Association)
  • cukrzycy o 60% (wg Walking For Health)
  • raka jelita grubego o 20% (wg Walking For Health)
  • demencji o 40% (wg Age UK)
  • depresji o 80% (wg Mind)

Przypomniał mi się jeden z wykładów TED, w którym prelegent opowiadał o badaniach nad długowiecznością (kliknij i obejrzyj całość). Wnioski były proste, jednym z nich było to, że społeczności, których członkowie żyli najdłużej, wyróżniają się codzienną aktywnością zaklętą w zwykłych obowiązkach. Dlatego może warto iść do sklepu, zamiast do niego jechać lub wysiąść przystanek wcześniej i zrobić sobie przed pracą mały spacer. Taka inwestycja w siebie zwraca się nie tylko na starość! Jej pozytywne rezultaty można dostrzec już po tygodniu.

A na koniec trochę humoru. Według jednej z fantastycznych amerykańskich standupistek Ilizy Shlesinger większość kobiet twierdzi, że lubi hiking (piesze wycieczki), ponieważ… zobaczcie sami (3 min):