Trzy razy robiłam to w teatrze, czwarty raz nie – i żałuję!

W ostatnich miesiącach byłam na 4 znakomitych sztukach w 2 warszawskich teatrach. Byłam jeszcze w trzecim, ale to jest temat na oddzielny post. Wybieram raczej sztuki rozluźniające, bo żeby obejrzeć tragedię wystarczy włączyć TV. Poza tym lubię oglądać aktorów, którzy nie mają do dyspozycji dubli i czasami po prostu sami pękają ze śmiechu. To ich jakoś uczłowiecza i pozwala współodczuwać komizm sytuacji.

Nie będę uciekać się do inteligenckich wynurzeń, po prostu w około 100 słowach postaram się określić mój stosunek do każdej z nich. Kolejność numerów jest przypadkowo nieprzypadkowa. Jeśli ktokolwiek ma podobne odczucia, niech da znać 🙂 W końcu „W kupie siła” jak twierdził Zagłoba.

TEATR NR 1 – POLONIAboska

SZTUKA NR 1 – „BOSKA” 
Obsada: Krystyna Janda, Maciej Stuhr, Wiktor Zborowski, Anna Iberszer, Krystyna Tkacz, Ewa Telega

Jeśli ktoś jeszcze nie widział Jandy w komedii, musi to nadrobić. Jestem w stanie uwierzyć, że ta znakomita aktorka bywa właśnie taka – radośnie przaśna, niefrasobliwa, z lekkim kręćkiem na swoim punkcie. A jeśli już utożsamia się aktora teatralnego z postacią, to już bardzo dobrze o nim świadczy.

Stuhr… Ok. Ale nie podzielałam entuzjazmu fanek, które piszczały na jego widok. Nic szczególnego nie zaprezentował, ale też nie miał na to przestrzeni. Janda zabrała mu każdą scenę.

To, co mi się ewidentnie nie podobało to materiały wideo, które wplatane były między sety scen. Ogólnie 4,5/5. 0,5 za kostium anioła. Na koniec lud powstał. Zasłużone standing ovation. Klaskałam do czerwoności dłoni.

SZTUKA NR 2 – „KLAPS! 50 TWARZY GREYA” klaps
Obsada: Magdalena Lamparska, Marta Walesiak, Mateusz Damięcki

Świetna parodia. Uśmiałam się do łez. Była nawiązania też do innych klasyków gatunku, w tym „Zmierzchu”. Nie czytam takiej literatury, ale i tak bawiłam się jak nigdy, więc polecam to nie tylko czytelnikom, ale też kontestatorom romansów.

To jedna z tych sztuk, które miały świetny tekst, więc aktorzy po prostu nie mogli tego spieprzyć. Wszystko było przemyślane. Finał przesłodki. Do tego w międzyczasie publiczność też miała coś do powiedzenia. I też tego nie spieprzyła.

Zdecydowanie must see, 5/5. Na koniec owacje na stojąco. Klaskałam z takim zacięciem z jakim Grey rozdawał klapsy. Btw. pupa Damięckiego grała zarówno w kostiumie, jak i bez…

TEATR NR 2 – TEATR 6.PIĘTRO

SZTUKA NR 3 – „FREDRO DLA DOROSŁYCH–MĘŻÓW I ŻON”
Obsada: Jolanta Fraszyńska, Weronika Książkiewicz, Konrad Darocha, Michał Żebrowski

Powiało klasyczną nudą. Pierwszy akt strasznie naiwny – przypomniały się czasy szkolne i spektakle lekturowe. Drugi akt ratował sytuację, i na ten drugi akt warto iść. Punkt kulminacyjny był zacny, a finałową piosenkę śpiewałam potem w aucie.

Żebrowski nie przekonał mnie do roli zdradzającego męża. Ten drugi facet w ogóle sobie nie radził. Blondynka jako tako. Fraszyńska – bardzo dobra. Uwielbiam ją jeszcze bardziej.

Lekko. Prosto. Przyjemnie. Nic ambitnego. Nic, co zasługiwałoby na owacje gorętsze niż dla wyżej opisanych spektakli. Wręcz preferowałabym oklaski na siedząco. A jednak stanęłam razem ze wszystkimi i klaskałam indywidualnie – tylko dla Fraszki.

O fenomenie takich owacji napiszę innym razem (przy okazji omawiania wizyt we wspominanym na początku teatrze nr 3.)

SZTUKA NR 4 – „CZECHOW ŻARTUJE!”
Obsada: Anna Dereszowska, Andrzej Grabowski, Wojciech Malajkat

Czechow według Korina przywrócił mi wiarę w znakomitą komedię i grę aktorską. Ta sztuka nie miała słabych punktów. Złożona z kilku jednoaktówek tworzyła słodko-gorzką całość. Miejscami komedia, czasami tragedia. Żonglowała uczuciami, wrażeniami. Zbijała z tropu. Budziła emocje.

Aktorsko – bardzo mocna. Grabowski grał kultowo (oceniać go to jakby gwałcić przyzwoitość), a Dereszowska na najwyższym poziomie. Malajkat totalnie mnie zaskoczył. Jego role były najbardziej różnorodne, więc przeistaczanie się robiło duże wrażenie. Raz lowelas, raz butny oficer, raz niewydarzony absztyfikant, raz ujmująca jąkała.

Gorących braw nie było. Nie wstałam – przepraszam. Bardzo tego żałuję. Niestety nie mam w sobie odwagi, by porwać za sobą tłumy. Tym bardziej, że tłumy zaczęły wychodzić, zanim aktorzy ukłonili się pierwszy raz. Wstyd i hańba.

Robiłam to trzy razy. Za czwartym razem owacje na stojąco musiałam sobie wyobrazić.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Trzy razy robiłam to w teatrze, czwarty raz nie – i żałuję!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s